Nowe, brązowe kombinezony są podobno jedną ze składowych dobrej postawy Polaków w Turnieju Czterech Skoczni. Za sprzęt w naszej kadrze odpowiada Czech w roli asystenta niemieckiego trenera Stefana Honrngachera. Wojny technologicznej w skokach z pewnością nie przegrywamy, po letnich testach, jest pokaz mocy.

W skokach narciarskich, tak jak w innych dyscyplinach trwa wyścig w dziedzinie technologii. Liczy się każdy detal. Centymetr kombinezonu więcej może dołożyć nawet dwa metry odległości skoku. Liczą się materiały, krój kombinezonu i pomysł na maksymalne wykorzystanie technologii. Ważne są buty, wiązania i narty. Wszystko to w ramach przepisów, które mają gwarantować wszystkim równe szanse. Jak w każdej dziedzinie sportu, założenia są piękne ale rzeczywistość jest inna.

Co roku turniej czterech Skoczni jest areną pokazową technologicznych nowinek. Niemcy i Austriacy, których przemysł bryluje w sportach zimowych mają duże pole do popisu. Do tej pory, to gównie oni dyktowali trendy w skokach, w tym roku Polacy podjęli walkę. Nasza reprezentacja staruje w nowych kombinezonach, za które odpowidzialny jest Czech Michal Doleżal. Urodzony w Jabloncu były skoczek został zatrudniony jako asystent trenera Stefana Horngachera i odpowiada za sprzęt naszej kadry. Polacy są w formie i wygląda na to, że nie odstają także sprzętowo. Zgrzytem jest jednak  dyskwalifikacja Klemensa Murańki, który nie stawił do kontroli sprzętu. Podobno jednak się stawił tylko jej przeszedł, ale tłumaczenia naszego sztabu też nie są do końca przekonujące. Konkurs trwa na kilku płaszczyznach.

Wojna technologiczna w skokach, to żadna nowość, podobnie jak we wszystkich innych sportach zimowych. Każdy detal może być istotny, ale wciąż decydująca wydaje się być forma i umiejętności zawodnika. Sportowi kibice i dziennikarze trzymają się tej myśli kurczowo, choć coraz częściej okazuje się, że „równe szanse” mają równi i równiejsi.