Stara Dama zdemolowała Barcelonę w Lidze Mistrzów!

0
638
Piłkarz Juventusu Paulo Dybala (L) z kolegą z zespołu Juanem Cuadrado po golu strzelonym w meczu UEFA Champions League z FC Barcelona. Turyn, 11 kwietnia 2017. EPA/ALESSANDRO DI MARCO Dostawca: PAP/EPA.

Barcelona znów rozgromiona w Lidze Mistrzów. Tym razem sposób na Dumę Katalonii znalazła Stara Dama. Juventus rozbił Barcelonę 3-0 i Neymar, Suarez i Messi znów będą musieli dokonywać cudów w rewanżu.

Katem Barcelony został mający polskie korzenie Paulo Dybala. Argentyńczyk, którego dziadek Bolesław wyemigrował do Ameryki Południowej został bohaterem Juve. Po 23. minutach meczu miał już na koncie dwa gole i pierwsza połowa zakończyła się takim właśnie wynikiem.

Reklama / Advertisment

Pierwszoplanową postacią drugiej części gry był obrońca Giorgio Chiellini. Włoch zatrzymywał najgroźniejsze akcje rywali i sam ustalił wynik meczu. Chiellini gra w Juventusie już 12 lat i biorąc pod uwagę renomę piemonckich win, śmiało można przyrównać jego dyspozycję do tego trunku – im starszy, tym lepszy. Gdyby nie błąd sędziego liniowego, Juve wygrałoby jeszcze wyżej, ale czwarty gol nie został jednak uznany.

Barcelona długo pozostawała bezradna wobec dobrze zorganizowanej gry gospodarzy. Jeśli już udawało się stworzyć okazję do strzału, na miejscu był Chiellini lub znów grający świetne zawody Gianluigi Buffon. Bramkarz Starej Damy radził sobie choćby w sytuacji sam na sam z Luisem Suarezem. Nie pokonali go Messi ani Neymar. Dwa lata temu Barca wygrała z Juve w finale Ligi Mistrzów 3-1, teraz bliżej końcowego tryumfu są Włosi. Warto jednak pamiętać, że nie tak dawno Katalończyków też skazywano na odpadnięcie z rozgrywek, ale jak przekonali się piłkarze Paris Saint Germain, jeden dobry mecz to za mało. W drugim mogą dziać się cuda, sędziowie mogą się niesłychanie mylić, a przypadkowy gol może zmienić bieg historii…

Mecz prowadził polski arbiter Szymon Marciniak i zebrał dobre recenzje. Panował nad wydarzeniami na boisku, choć bywało gorąco. Polak nie ustrzegł się błędów, ale żadna z drużyn nie powinna mieć do niego większych pretensji. W widowisku tworzonym przez dwie czołowe drużyny świata mieliśmy swojego reprezentanta, który choć nie grał, miał sporo do powiedzenia.