Kamil Stoch Dostawca: PAP/EPA.

Kamil Stoch w sobotę może po raz kolejny przejść do historii skoków narciarskich. O godz. 17.00 rozpocznie się ostatni konkurs 66. Turnieju Czterech Skoczni. Jeśli wygra w Bischofshofen, będzie drugim zawodnikiem w historii, który triumfował na wszystkich czterech obiektach.

„Musi podejść do tego na luzie i nie myśleć o tym, jaka nagroda na niego czeka. To będzie trudne, ale jeśli będąc w takiej formie jak teraz, tego nie wykorzysta, to może nie mieć już na to nigdy szansy” – powiedział Thomas Morgenstern.

Sam Stoch nie chce o tym mówić. Odpycha od siebie pytania o swoje szanse, odpowiada, że nie interesują go rekordy, chce skupić się wyłącznie na swojej pracy. To, że jest mocny psychicznie udowodnił już wielokrotnie. A w Bischofshofen wie jak wygrywać. Dokonał tego już w zeszłym roku, kiedy także triumfował w TCS.

Impreza nazywana jest przez wielu narciarskim Tour de France, a także Grand Slamem. Sami skoczkowie mówią, że czasami jest trudniej wygrać TCS niż mistrzostwo olimpijskie i cenią to zwycięstwo wyżej niż Kryształową Kulę.

Stoch jest teraz w komfortowej sytuacji, bo nad drugim w klasyfikacji Niemcem Andreasem Wellingerem ma 64,5 pkt przewagi. Szansę na podium ma także Dawid Kubacki, który jest czwarty, a do trzeciego Japończyka Junshiro Kobayashi traci 16 pkt.

Źródła: PAP, wolnosc24.pl