Szef Rady Nadzorczej FC Bayern Uli Hoeness fot. Harald Bischoff

To polskie przysłowie o rybie i raku, jak najbardziej pasuje do tego, co FC Bayern zrobił na transferowym rynku. Krótko mówiąc, pokpił sprawę.

FC Bayern zdecydował się na zatrudnienie trenera Niko Kovaca od sezonu 2018/2019, czyli trenera, który początkowo nie był w ogóle brany pod uwagę, a w sumie jest tak naprawdę czwartym wyborem mistrza Niemiec.

Czytaj też: Absolutny hit w półfinale Ligi Mistrzów! Lewandowskiego i spółkę czeka ciężka przeprawa

Pierwszym wyborem był dotychczasowy trener Jupp Heynckes. Wybitny piłkarz i trener. Jako piłkarz dobył mistrzostwo świata w 1974 r., gdzie grał w reprezentacji z najważniejszą obecnie postacią w Bayernie, czyli szefem Rady Nadzorczej klubu, Uli Hoenessem. Ten ostatni oraz CEO Bayernu Rummenigge wielokrotnie namawiali, Heynckesa, żeby został na następny sezon. Bezskutecznie. Tracili tylko czas.

Czytaj też: Wielki skandal w ekstraklasie. Hiszpański piłkarz Śląska Wrocław „z byka” uderzył sędziego

Drugim wyborem był Thomas Tuchel, charyzmatyczny b. trener Borussii Dortmund. Tuchel czekał dość długo na ostateczną deklarację Bayernu, ale włodarze monachijskiego klubu nie mogli się zdecydować, ciągle licząc, że Heynckes zmieni zdanie. Tuchel miał dość czekania i podpisał kontrakt z francuskim gigantem, paryskim PSG. Bayern wtedy się obudził i namawiał Tuchela, żeby wycofał z umowy z Francuzami. Bezskutecznie.

Trzecim wyborem był Julian Nagelsmann z 1899 Hoffenheim. To młody, 30-letni trener z ogromnymi perspektywami, ale na niego Bayern ostatecznie się nie zdecydował. Nie udało się też wyciągnąć z Lipska trenera RB Leipzig, Ralpha Hasenhüttla.

Pozostał Kovac, były zawodnik Bayernu. Za zatrudnienie Kovaca, FC Bayern musi zapłacić jego klubowi EintrachtowI Frankfurt 2,2 mln euro za zerwany kontrakt. Jednakże zatrudnienie Kovaca wywołało medialną burzę w Niemczech.

„Poinformowanie wszystkich o zatrudnieniu Kovaca było z naszej strony bardzo szlachetnym gestem. Dzięki temu w Eintrachcie wiedzą, że tracą trenera i mają cztery tygodnie więcej na znalezienie jego następcy” – tłumaczył Uli Hoeness

Burze wywołała bajkowa opowieść jak FC Bayern nawiązał kontakt z Kovacem. Hoeness powiedział:

„Mój szofer, który jest Chorwatem, obchodził niedawno sześćdziesiąte urodziny. Zaprosił między innymi mnie oraz Niko Kovaca. I właśnie wtedy rozmawialiśmy, ale nie prowadziliśmy negocjacji”

To wyznanie wzbudziło u jednych rozbawienie, a u innych niedowierzanie. U szefów Eintrachtu wręcz wściekłość.
Znany piłkarz Fredi Bobic, obecnie członek zarządu Eintrachtu zarzucił monachijskiemu klubowi nieuczciwe podejście do sprawy i rozgłaszanie informacji o zatrudnieniu Kovaca w najważniejszej części sezonu, gdy klub z Frankfurtu walczy o historyczny pierwszy awans do Ligi Mistrzów.

Cała sprawa wywołała w niemieckim środowisku piłkarskich spory niesmak.

Źródło: Przegląd Sportowy, Onet sport

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here