W mistrzostwach świata w 1934 r. zagrało 16 drużyn. Po raz pierwszy trzeba było przeprowadzić eliminację. Polska grała w nich z Czechosłowacją. Po porażce 1:2 na stadionie Legii, nasza drużyna nie pojechała już na rewanż, ponieważ polski rząd z politycznych powodów odmówił wydania wiz drużynowych.

W mistrzostwach nie wzięli udział piłkarze mistrza świata Urugwaju. Urusi obrażeni, że 4 lata wcześniej na I mistrzostwach rozgrywanych u nich, zabrakło najlepszych europejskich drużyn, zdecydowali się na bojkot. W mistrzostwach ponownie nie wzięli udziału Anglicy, którzy jako twórcy nowoczesnego futbolu uważali się za niedoścignionych mistrzów i zastosowali „splendid isolation”.

Za faworytów uchodziła Austria. Ich wunderteam (cudowna drużyna) na początku lat 30. Przez 14 spotkań był niepokonany. W tym czasie pokonali bardzo silne zespoły m.in. Szkocję (5:0), Niemcy (6:0), Szwajcarię (8:1), Węgry (8:2), Szwecję (4:3), Belgię (6:1), Czechosłowację (2:1). Włochy (2:1). Przegrali dopiero z Anglikami w Londynie 4:3, w meczu uznawanym za nieoficjalne mistrzostwo świata.

Matthias Sindelar
fot. domena publiczna

Twórca potęgi austriackich piłkarzy był Hugo Meisl, poliglota, pochodzący z żydowskiej rodziny. Meisl był trenerem reprezentacji w latach 1917-1937 tj. aż do swojej śmierci. Był nazywany kapelmistrzem. Najwybitniejszym piłkarzem wunderteamu był playmaker Matthias (Matej) Sindelar nazywany „papierowym człowiekiem” ze względu na bardzo szczupłą sylwetkę. Sindelar, uznany za najlepszego piłkarza w historii austriackiego futbolu nazywany był także „Mozartem futbolu”.

Inne gwiazdy to pomocnik Walter Nausch, ofensywny pomocnik Josef Smistik oraz napastnicy Josef Bican, który w większości klubów, w których grał, miał więcej goli niż rozegranych meczów, a potem Franz Binder, który w swojej karierze strzelił 1006 bramek. Taktyką wunderteamu była gra krótki, szybkimi podaniami, bazując na wybornej technice.

Mistrzostwa świata odbyły się we Włoszech, Dla rządzącego tym krajem dyktatora Benito Mussoliniego to była idealna okazja propagandowa na pokazanie siły faszystowskiego państwa. Zaczęło się jednak nie najlepiej. W lutym 1934 r. w meczu towarzyskim w Turynie na stadionie im, Benito Mussoliniego, Włosi doznali dotkliwej porażki 2:4 z Austrią. Wściekły dyktator kazał rozpędzić linię defensywną reprezentacji składająca się z piłkarzy Juventusu i zbudować nową.

Propaganda faszystowskiej prasy zachęca Włochów do wyrażania poparcia dla reprezentacji i rzeczywiście organizowano wielotysięczne pochody kibiców. Gospodarze, czując się jednak niezbyt mocni, sięgnęli po posiłki. To tzw. oriundi, czyli piłkarze latynoscy o włoskich korzeniach, zazwyczaj synowie lub wnukowie włoskich emigrantów do Argentyny. Wtedy nie było jeszcze przepisów uniemożliwiających zmianę narodowych seniorskich reprezentacji.

Z reprezentacji Argentyny wyciągnęli trzech znakomitych piłkarzy. To Luis Monti (wicemistrz świata, wicemistrz olimpijski i mistrz Ameryki Południowej 1927) oraz Raimundo Orsi (wicemistrz olimpijski, mistrz Ameryki Południowej 1927). Trzeci to Enrique Guaita. O ich klasie świadczy, że cała trójka trafiła do „11” mistrzostw. Byli też inni oriundi.

Mistrzostwa trwały od 27 maja do 10 czerwca 1934 r. 16 drużyn nie podzielono na grupy, ale grano systemem pucharowym.
Wyniki 1/8 finału
Włochy – USA 7:1
Hiszpania – Brazylia 3:1
Austria – Francja 3:2
Węgry – Egipt 4:2
Czechosłowacja – Rumunia 4:1
Szwajcaria – Holandia 3:2
Niemcy – Belgia 5:2
Szwecja – Argentyna 3:2

Warto zauważyć, że Austria wygrała z Francją po dogrywce. Wunderteam nie był chyba najlepiej przygotowany do tych mistrzostw. Z kolei dla Niemiec pierwszą bramkę zdobył Stanislaus Kobierski, syn emigranta z Poznania.