źródło: youtube

Robert Lewandowski na początku tego roku mógł realnie myśleć o zrobieniu następnego kroku w karierze, który miał go wywindować z pozycji najlepszego środkowego napastnika świata do poziomu, który był dotychczas zarezerwowany dla Cristiano Ronaldo i Lionela Messiego.

Miał wtedy podstawy tak sądzić. Międzynarodowe media klasyfikowały go właśnie tylko o poziom niżej od tylko tych herosów futbolu. Był liderem strzelców Bundesligi, jego klub Bayern Monachium walczył wtedy o potrójną koronę a reprezentacja Polski, której był bezapelacyjnym liderem, awansowała do mistrzostw świata w Rosji. Lewandowski został królem strzelców tych eliminacji w Europie oraz awansował na pierwsze miejsce pod względem ilości bramek zdobytych dla reprezentacji, detronizując legendarnego Lubańskiego.

Jego plan zakładał przejście z Bayernu do najlepszego klubu świata Realu Madryt. W tym celu zwolnił dotychczasowego agenta Cezarego Kucharskiego i na jego miejsce zatrudnił bardzo znanego międzynarodowego agenta piłkarskiego Pini Zahaviego. Izraelczyk miał mu załatwić transfer do Realu.
Od tego momentu zaczęła się zła passa Lewandowskiego.

Pierwszym niepowodzeniem był półfinał Ligi Mistrzów, w którym spotkał się Bayern z Realem Madryt. To była idealna okazja, żeby przekonać do siebie przyszłego pracodawcę. Niestety podczas obu meczów Lewandowski zawiódł. Nie tylko nie strzelił żądnej bramki, ale w ogóle zagrał słabo. Za swoją grę został skrytykowany w Niemczech. Po tym dwumeczu stało się jasne, że Lewandowski przegrał swoją szansę, ale Robert bynajmniej nie chciał zmienić swoich planów, ciągle wierząc, że dwa występy nie przesądzają sprawy.

Zaczęła się podjazdowa wojna z klubem. FC Bayern jednoznacznie i stanowczo powiedział „nie” dla transferu Roberta i twardo stoi przez cały czas przy tym stanowisku. Robert starał się także wywrzeć presję ze swojej strony. Podczas jednego z ostatnich meczów Bundesligi doszło do incydentu. Lewandowski schodząc z boiska nie podał ręki swojemu trenerowi Juppowi Heynckesowi. Sam trener, który w tym momencie był odwrócony, bagatelizował to zdarzenie.
Wielką wrzawę natomiast podniosły niemieckie media, które przez wiele dni wypominały to zachowanie naszego kapitana.

Klęska reprezentacji Polski na Mundialu oraz kompletnie nieudany występ naszego napastnika ponownie uruchomiła krytykę Lewandowskiego w Niemczech. Pisano, że nie jest on już napastnikiem światowej klasy. Powtarzano podnoszony już poprzednio zarzut, że potrafi strzelać bramki tylko słabszym zespołom. Przedstawiano jego mundialową wypowiedź sugerując, że Lewandowski obwinia swoich kolegów za klęskę reprezentacji Polski. Posunięto się też do tezy, że teraz do Lewandowski powinien się cieszyć, że ma z Bayernem długi kontrakt.

Niezależnie od tych zarzutów, które pod względem merytorycznym trudno kwestionować, to krytyka Lewandowskiego w Niemczech podświadomie wynika z oburzenia Niemców, którzy są zaszokowani faktem, że Polak chce opuścić najlepszy niemiecki klub, zamiast dozgonnie dziękować, że jest w nim.
Niezależnie od bezwzględnej krytyki w Niemczech, także w Polsce występ Roberta został poddany suwnej krytyce.

Były trener reprezentacji Polski Antoni Piechniczek w swojej wypowiedzi dla Przeglądu Sportowego (2.7.2018) powiedział: „Chyba ma nieodpowiednich doradców, cały szum związany z ewentualną zmianą klubu ma na niego zły wpływ”. To była jedna z dość łagodnym opinii.

Surowiej potraktował go b. napastnik Andrzej Iwan, który zakwestionował przywódcze zdolności Lewandowskiego. Iwan zauważył, że w końcówce meczu z Japonią, kiedy Polacy grali „niskim pressingiem” i nie atakowali przeciwnika, co w efekcie uniemożliwiło Jakubowi Błaszczykowskiemu wejście na murawę, Lewandowski jako kapitan nie wykazał inicjatywy.

„A ja mam pretensje właśnie do Lewandowskiego, który jako najbardziej wysunięty piłkarz nie dał sygnału do pressingu. Tak właśnie powinien zachować się charakterny kapitan”. Iwan dodał, że Lewandowski zawiódł na 3 mistrzowskich turniejach i że „opaska kapitańska powinna trafić do kogoś innego”.

Podjęcie tematu opaski kapitańskiej pokazuje jak głęboko zmieniła się pozycja Lewandowskiego w odbiorze społecznym w naszym kraju. Dotychczas szanowany i uwielbiany stał się nagle piłkarzem, którego zdolności piłkarskie i przywódcze są przez wielu dziennikarzy sportowych i nie tylko poddane surowej krytyce.

Wypomina mu się, że tylko na niego spływał cały splendor sukcesów reprezentacji (jakby to była jego wina), wypomina mu się nie najlepsze relacje z Błaszczykowskim, czy z Glikiem. Wypomina mu się, że nie jest kompletnym napastnikiem pisząc, że nie potrafi dryblować, tylko jest uzależniony od podań kolegów. W sumie ci sami ludzie, którzy do niedawna składali mu hołdy, teraz krytykują go za ww. sprawy, które od dawna są znane.

Zobaczy co przyniesie piłkarska jesień. Czy w reprezentacji Polski zmieni się kapitan, czy Lewandowski nadal będzie chciał w niej grać i jak się zakończy sprawa jego dalszej kariery klubowej? Wydaje się, że na razie po blamazu w Mundialu jedynie tylko Chlesea może być zainteresowana jego usługami, ale tam on nie chce iść, bo Chelsea nie gra w Lidze Mistrzów.

Nie ulega wątpliwości, że Robert Lewandowski w tym pierwszym półroczu przegrał wszystko, co mógł przegrać. Z szanowanego w Niemczech i uwielbianego w Polsce piłkarza stał się chłopcem do bicia.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here